Gdyby ktoś powiedział mi parę lat temu, że moje życie będzie wyglądało tak jak wygląda - nie uwierzyłabym. Jestem szczęśliwym człowiekiem i dziękuję za to, czego przyszło mi doświadczać choć nie jest to proste ... i dziękuję Mai za to, że jest.
RSS
środa, 30 maja 2007
pożegnanie z mleczakiem i z ...włosami
Dzisiaj był "sądny" dzień. Rano fryzjer... znowu krótka fryzurka:(. Który to już raz... Nadzieje na długie włosy ponownie legły w gruzach. Nocne wyrywanie włosów doprowadziło mnie do ostateczności. Obcięłyśmy włosy i na jakiś czas spokój...przynajmniej z tym.
Dzisiaj też stała się rzecz która kompletnie mnie zaskoczyła. Mai wypadł ząb! Nie zdawałam sobie sprawy, że to już czas na pożegnanie z mleczakami...

Zbliża się koniec roku szkolnego (czekam na to z utęsknieniem). Zapowiadają się niezłe świadectwa ale chłopaki poczuli już wakacje i nijak nie można im przetłumaczyć, że 30 stopniowe upały jeszcze o niczym nie świadczą...Poczuli zew natury, w głowie tylko piłka i rower... A my (rodzice) musimy to jakoś obgarnąć. Aby do 22 czerwca...
poniedziałek, 28 maja 2007
Tinky Winky jest gejem!!!
Generalnie nasza obecna rzeczywistość polityczna mało mnie interesuje. Ale dzisiaj rano nie mogłam uwierzyć! Dzień należał do ulubionych postaci mojej córki- do teletubisiów (a konkretnie do jednego z nich). Postacią poniedziałku był Tinky Winky. Rzecznik Praw Dziecka (o zgrozo!) Ewa Sowińska wysunęła podejrzenie co do orientacji seksualnej tubisia.
Gdzie my żyjemy!!! Co gorsze co jeszcze może nas czekać. Strach pomyśleć...

Miłek zaliczył dzisiaj kolejny turniej. Jego drużyna bierze udział w turnieju piłkarskim "Z podwórka na stadion". Fajna sprawa! Przeszli już eliminacje miejskie, gminne i powiatowe. W sobotę czas na wojewódzkie. Ja już dzisiaj mam stres...

Janek ma w środę kolejny konkurs recytatorski. Mam wrażenie, że dla niego to już chleb powszedni...

Maję wykańczają upały, jest trudna i bardzo męcząca. Dzisiaj było trochę lepiej. Może poranna kąpiel w baseniku na podwórku Weroniki poprawiła jej nastrój...
Coraz lepiej chodzi. Nie jest to chód wizualnie zachwycający ale najważniejsze, że sobie radzi :)
Dzisiaj na zakupach w "zieleniaku",w upale, z Mają na rękach popłynęły mi łzy. Niby nic wielkiego się nie stało. Stałam w kolejce (powinnam podejść bez kolejki ale ciągle trudno mi się przełamać), Majka tradycyjnie bardzo się niecierpliwiła i przywaliła mi swoja głową w moją głowę. Pani, która była pierwsza w kolejce powiedziała, żebym stanęła przed nią. Ogólnie wszystkie kobiety stojące w kolejce były bardzo miłe. A ja miałam znowu to koszmarne wrażenie, że robimy z Majka widowisko, a ludzie maja niezłą pożywkę. Muszę zmienić swoje myślenie! Nie zawsze tak jest, zdarzają się mili i uczynni ludzie, którzy sami nie zawsze i nie do końca wiedzą jak odnaleźć się w takiej sytuacji. Każdy działa na swoją miarę...



dzisiejsza, podwórkowa kąpiel


...jeszcze coś ważnego. Ostatnio rozmawiałam z Asią na temat mojego uzależnienia i przywiązania do Majki , a Majki do mnie.
Asia (nie po raz pierwszy) obrazowo pokazała mi coś wydawałoby się oczywistym.
"Jest zakotwiczony statek, jeśli nie uwolnisz tej kotwicy, statek nie popłynie..."

niedziela, 20 maja 2007
Od zawsze morze miało dla mnie jakąś tajemnicę i moc.

Jeszcze nie do końca pewnie, choć zupełnie samodzielnie, z dużą wiarą we własne możliwości i ogromną radością...





MAJA CHODZI!!!
poniedziałek, 07 maja 2007
Niedzielny ranek był dla mnie koszmarny.
Regułą jest to, że budzę się razem z Majka lub wcześniej, jednak każda reguła ma swoje wyjątki (niestety). Otworzyłam oczy i zobaczyłam moja córeczkę leżącą cichutko i ... wyrywająca sobie włosy. Wróciło, a już miałam nadzieję, że minęło bezpowrotnie...
Dobre w tej całej sytuacji jest to, ze Majka ma w tej chwili świadomość której nie miała wcześniej. Wie, że wyrywanie włosów jest złe i gdy próbuje to robić, przerywa kiedy interweniuję. Wymyśliła sobie więc, że będzie to robiła "po cichaczu" kiedy ja nie widzę. Fakt jest jednak taki że wyrwała sobie na głowie niezły placek. W pierwszym odruchu chciałam pójść po maszynkę i ogolić jej głowę (tak jak to już nieraz bywało) bo wiedziałam, że teraz może być już tylko gorzej. Jacek jednak przytomnie stwierdził, że poczekamy. Póki co, jest spokój...

Zapomniałam (moja wina) napisać o ważnym wydarzeniu. 29 kwietnia Miłek wraz ze swoją drużyną zdobyli w turnieju miejskim szkół podastawowych klas trzecich w piłkę nożną I miejsce !!! Miłuś stał na bramie - gratulacje i owacje, jestem dumna!

Janek natomiast wystąpił w lokalnej telewizji (nic mi o tym nie powiedział, doniosły moje koleżanki). Pięknie mówił wiersz i udzielił krótkiej wypowiedzi (rośnie gwiazda?!). Za parę dni nowy konkurs recytatorski - ma chłopak moc :)!

W poniedziałek wyjazd do Jantara!!!
Znowu Jantar, bardzo się cieszę! Wyjazd z naszą ośrodkową grupą. Najpierw Trójmiasto - zoo i te sprawy, później Jantar, a tam basen, konie (uśmiech do Farmy) no i może w końcu słońce i ciepło (mam nadzieję).



(bardzo lubię to zdjęcie...)
czwartek, 03 maja 2007
Pani Joanno, Panie Maćku, Olu - bardzo dziękujemy za wspaniały czas, jaki spędziliśmy w Jantarze. Zimno jakie panowało rozgrzała atmosfera i przeżycia.

Farma Jantar to piękne miejsce, place zabaw, mnóstwo przeróżnych zwierząt, konie, gokarty, basen długo by wymieniać...

Majcia wspaniale zareagowała na konie. Całusom i przytulankom nie było końca, mała dżokejka była przeszczęśliwa. Gokarty to też dla niej nowość, nie chciała z nich schodzić. Mimo paru kiepskich chwil (jakich oczywiście u Majci nie mogło zabraknąć) dała radę i była bardzo dzielna.



Maja co jeszcze rok temu było nie do pomyślenia zjadła obiad w restauracji i zachowywała się wprost książkowo. Byliśmy też w Sztutowie w muzeum obozu koncentracyjnego i .... tam też była grzeczna. Piszę o tym, bo dla mnie to nowość i duże wydarzenie. Jestem z niej bardzo dumna!

Janek i Miłek byli wprost zachwyceni miejscem i przygodami, które tam przeżyli. Moja ukochana Mama przyjechała do nas (ku pomocy). Pomoc okazała się niekonieczna ale jej pobyt tam był bezcenny.



(Ale sielanka! Co zrobić - czas spędzony tam był cudny i dla wszystkich nas bardzo ważny.)

Dla mnie jednak najważniejszą wartością było poznanie tam wspaniałych osób - właścicieli ośrodka. Nic nie wzbogaca tak jak możliwość rozmowy z mądrymi, otwartymi i głębokimi ludźmi. Jestem bardzo wdzięczna losowi (zwał jak zwał) za to, że pojawili się w naszym życiu i wierzę, że jeszcze nie raz będzie dane się nam spotkać...

[ Czytaj ksiege gosci][ Wpisz sie do ksiegi ]
Zaloz Swoja wlasna ksiege za darmo!