Gdyby ktoś powiedział mi parę lat temu, że moje życie będzie wyglądało tak jak wygląda - nie uwierzyłabym. Jestem szczęśliwym człowiekiem i dziękuję za to, czego przyszło mi doświadczać choć nie jest to proste ... i dziękuję Mai za to, że jest.
RSS
niedziela, 20 maja 2007
Od zawsze morze miało dla mnie jakąś tajemnicę i moc.

Jeszcze nie do końca pewnie, choć zupełnie samodzielnie, z dużą wiarą we własne możliwości i ogromną radością...





MAJA CHODZI!!!
poniedziałek, 07 maja 2007
Niedzielny ranek był dla mnie koszmarny.
Regułą jest to, że budzę się razem z Majka lub wcześniej, jednak każda reguła ma swoje wyjątki (niestety). Otworzyłam oczy i zobaczyłam moja córeczkę leżącą cichutko i ... wyrywająca sobie włosy. Wróciło, a już miałam nadzieję, że minęło bezpowrotnie...
Dobre w tej całej sytuacji jest to, ze Majka ma w tej chwili świadomość której nie miała wcześniej. Wie, że wyrywanie włosów jest złe i gdy próbuje to robić, przerywa kiedy interweniuję. Wymyśliła sobie więc, że będzie to robiła "po cichaczu" kiedy ja nie widzę. Fakt jest jednak taki że wyrwała sobie na głowie niezły placek. W pierwszym odruchu chciałam pójść po maszynkę i ogolić jej głowę (tak jak to już nieraz bywało) bo wiedziałam, że teraz może być już tylko gorzej. Jacek jednak przytomnie stwierdził, że poczekamy. Póki co, jest spokój...

Zapomniałam (moja wina) napisać o ważnym wydarzeniu. 29 kwietnia Miłek wraz ze swoją drużyną zdobyli w turnieju miejskim szkół podastawowych klas trzecich w piłkę nożną I miejsce !!! Miłuś stał na bramie - gratulacje i owacje, jestem dumna!

Janek natomiast wystąpił w lokalnej telewizji (nic mi o tym nie powiedział, doniosły moje koleżanki). Pięknie mówił wiersz i udzielił krótkiej wypowiedzi (rośnie gwiazda?!). Za parę dni nowy konkurs recytatorski - ma chłopak moc :)!

W poniedziałek wyjazd do Jantara!!!
Znowu Jantar, bardzo się cieszę! Wyjazd z naszą ośrodkową grupą. Najpierw Trójmiasto - zoo i te sprawy, później Jantar, a tam basen, konie (uśmiech do Farmy) no i może w końcu słońce i ciepło (mam nadzieję).



(bardzo lubię to zdjęcie...)
czwartek, 03 maja 2007
Pani Joanno, Panie Maćku, Olu - bardzo dziękujemy za wspaniały czas, jaki spędziliśmy w Jantarze. Zimno jakie panowało rozgrzała atmosfera i przeżycia.

Farma Jantar to piękne miejsce, place zabaw, mnóstwo przeróżnych zwierząt, konie, gokarty, basen długo by wymieniać...

Majcia wspaniale zareagowała na konie. Całusom i przytulankom nie było końca, mała dżokejka była przeszczęśliwa. Gokarty to też dla niej nowość, nie chciała z nich schodzić. Mimo paru kiepskich chwil (jakich oczywiście u Majci nie mogło zabraknąć) dała radę i była bardzo dzielna.



Maja co jeszcze rok temu było nie do pomyślenia zjadła obiad w restauracji i zachowywała się wprost książkowo. Byliśmy też w Sztutowie w muzeum obozu koncentracyjnego i .... tam też była grzeczna. Piszę o tym, bo dla mnie to nowość i duże wydarzenie. Jestem z niej bardzo dumna!

Janek i Miłek byli wprost zachwyceni miejscem i przygodami, które tam przeżyli. Moja ukochana Mama przyjechała do nas (ku pomocy). Pomoc okazała się niekonieczna ale jej pobyt tam był bezcenny.



(Ale sielanka! Co zrobić - czas spędzony tam był cudny i dla wszystkich nas bardzo ważny.)

Dla mnie jednak najważniejszą wartością było poznanie tam wspaniałych osób - właścicieli ośrodka. Nic nie wzbogaca tak jak możliwość rozmowy z mądrymi, otwartymi i głębokimi ludźmi. Jestem bardzo wdzięczna losowi (zwał jak zwał) za to, że pojawili się w naszym życiu i wierzę, że jeszcze nie raz będzie dane się nam spotkać...
wtorek, 17 kwietnia 2007
MÓJ WSPANIAŁY SYN BOGUMIŁ SKOŃCZYŁ DZISIAJ 10 LAT!!!


czwartek, 12 kwietnia 2007

Maja ma wprost organiczny stosunek do wielu zjawisk. Gdy widzi słońce krzyczy z radości i wystawia swoja twarzyczkę do promieni (piękny widok)!

(Czasem żałuję, że jestem pozbawiona takiego doświadczania i odbierania rzeczywistości)

 

Dość długo ostatnio zastanawialiśmy się nad sensem wyjazdu do Jantara. Dzisiaj decyzja zapadła – jedziemy!

Maja jest ostatnio bardzo trudna, tak trudna, że brakuje sił...

Boimy się jak damy sobie z nią radę „na wyjeździe”, no ale jeśli nie spróbujemy, to się nie dowiemy...

Cieszy mnie to, że robi się coraz cieplej, może to przywróci jej spokój. Znowu zaczęło się wyrywanie włosów (myślałam, ze mamy to już za sobą). Ja znowu zastrzyki na kręgosłup(tu raczej nie miałam złudzeń, że bóle minęły bezpowrotnie). Dodatkowo przyplątało się do Majci jakieś choróbsko, na razie lecimy na L-52 i rutinoscorbinie ale coś mi się wydaje, że tym razem może to nie wystarczyć.

poniedziałek, 09 kwietnia 2007
i już po...było miło ale zdarzyły się też ciężkie chwile (bardzo ciężkie) ale o tym może jutro





tak wyglądało "stukanie się jajkami" (Majka wygrała)




 a tak lany poniedziałek (ze względu na pogodę odbył się w wannie :))
środa, 04 kwietnia 2007
MOI BOHATEROWIE






wtorek, 03 kwietnia 2007
Jutro wielki dzień.
Janek zakwalifikował się do recytatorskiego konkursu ogólnoszkolnego (występ jutro). Miłek zaprezentuje się w przedstawieniu szkolnym dla nauczycieli z okazji nadchodzących Świąt (również jutro).
Ubrałam ich cudnie! Trochę mnie to kosztowało (biegania) ale szmatexy to jednak zjawiskowy wynalazek. Jedyny problem jaki powstał, to taki, że dla starszego przewidziałam krawat, dla młodszego nie. Jak się okazało, był to mój wielki błąd :). W czeluściach szafy wyszukałam stary krawat Jacka i zażegnałam konflikt i obrażoną minę Miłka.
Denerwuję się już dzisiaj, a co dopiero będzie jutro?...bycie matką to jednak niezłe wyzwanie :)...
poniedziałek, 02 kwietnia 2007
Czuję się winna. Czasem pojawia się taki stan. Myślę wtedy, że jestem kiepską matką. Są takie chwile, że nie mam siły, ochoty na zabawę z Mają, na pracę z nią, na to żeby oglądać z nią książki, wyjść na spacer. Dzisiaj był właśnie taki dzień. Źle się z tym czuję, niby to ludzkie (ta bezsilność do wszystkiego) ale żal zostaje. Zmusiłam się (dosłownie) żeby wyjść z nią dzisiaj na podwórko. Ona była tak radosna ... moje wyrzuty sumienia wprost proporcjonalne do jej zadowolenia. Teraz śpi, a ja mam wielką ochotę mocno ja przytulić i przeprosić. Czekam na to, że przydrepcze do mnie w nocy (zresztą jak zawsze) i sobie "pogadamy" w sobie tylko znanym języku.

Idą święta. Mama wyjeżdża. To będą pierwsze moje święta bez niej. Dziwne uczucie... Jest zadowolona z wyjazdu, więc mi nie pozostaje nic innego jak tylko cieszyć się jej radością :).



Święta spędzimy więc u Babci Basi i z pewnością " zahaczymy" o miejsce, które odkryliśmy w minioną niedzielę. Wielkie, piękne jezioro, las ... huśtawki i piaskownica w jednym. Czego chcieć więcej...




czwartek, 29 marca 2007
Cóż czuje matka "zwykłego" rocznego dziecka kiedy To zaczyna chodzić - radość, co czuje matka dziecka "niezwykłego", które skończyło 5 lat i zaczyna chodzić ... szczerze mówiąc nie wiem (natłok myśli i emocji).
Minęło ponad pięć lat, czas czekania, wzlotów i upadków.
Dzisiaj moja dzielna córeczka przeszła sama z jednogo pokoju do drugiego, sama, zupełnie sama!!!
Wielka radość i wiara w to, że nie jest to już tylko światełko w tunelu ale namacalna, dotykalna prawda. Niepodważalny fakt - Majka zaczęła chodzić. Jest w niej coraz więcej wiary w samą siebie i jestem pewna, że do zupełnie samodzielnego chodzenia już niedługo :)
Moje łzy spadaja na klawiaturę, cały czas nie moge uwierzyć, że to się dzieje...





moja królewna!!!
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8

[ Czytaj ksiege gosci][ Wpisz sie do ksiegi ]
Zaloz Swoja wlasna ksiege za darmo!